Zwycięski remis, ale nie dla Biało-Czerwonych. Itaka Arena domem rozgrywek UEFA
31 marca o godzinie 16:00 na Itaka Arena rozpoczęło się starcie, które miało kluczowy wpływ na to, kto będzie cieszył się z awansu na mistrzostwa Europy do lat 17. Naprzeciw siebie stanęli Polacy i Chorwaci, i to ci drudzy po końcowym gwizdku cieszyli się ze zwycięskiego remisu.
Kwestia awansu w grupie siódmej była wysoce skomplikowana. Przed ostatnią kolejką tabeli przewodziła Chorwacja, której do sukcesu wystarczyłby tylko remis. Za nią plasowały się kolejno Polska (3 punkty, bilans goli 4:3) oraz Irlandia (3 punkty, bilans goli 3:2). Równocześnie w stosunku do meczu w Opolu rozgrywane było spotkanie Słowacji z Irlandią i ta druga także szanse na awans miała. W przypadku ich zwycięstwa i triumfu Polaków, liczyłby się bilans bramkowy. Biało-Czerwoni, by móc mieć nadzieje na zakończenie zmagań na pozycji lidera, musieli pokonać swoich przeciwników minimum… czterema trafieniami.
Już w pierwszej minucie nasze Orły ruszyły do przodu, wywalczając rzut wolny, który jednak skutku nie przyniósł. Po stronie Chorwatów również były chęci do triumfu, mimo komfortowej sytuacji. Największe zamieszanie po stronie gości, jak w pozostałych meczach kwalifikacji, stwarzał Nik Žužić Škafar, który po lewej stronie wprowadzał nieco magii i techniki inspirowanej Neymarem. W 6. minucie padł pierwszy strzał, gdy okazję wykreowali sobie zawodnicy z Bałkanów, ale na posterunku był Bochniarz. Problemy sprawiał też Jakov Dedić, co pokazał w minucie 8., dobrze urywając się naszej defensywie, która ratowała się przewinieniem. Po chwili, po rzucie wolnym było groźnie, jednak zdołaliśmy wybić futbolówkę z linii bramkowej. Sytuacja natomiast zbyt kolorowa nie była, bo w drugim meczu Irlandczycy na tym etapie już prowadzili. W 13. minucie to Polacy pokazali nieco pazura, ale finalnie piłka nie dotarła nawet w pole karne. Druga szansa pojawiła się niespełna 360 sekund później, kiedy kontratak rozprowadzał Zalewski, ale i tym razem wszystko spełzło na niczym. Natomiast po chwili akcja ruszyła w drugą stronę. Najpierw przewrócił się na mokrej murawie właśnie Zalewski, potem podanie do Jakova Dedicia skonsternowało naszą defensywę, gdyż każdy myślał, iż napastnik Chorwatów był na spalonym i tylko dobra postawa Bochniarza sprawiła, iż nadal na tablicy widniał wynik 0:0. Ale… No właśnie. Bo dla układu tabeli liczył się również mecz Słowacji z Irlandią, a tam w 20. minucie mieliśmy już 0:2. Przy Olejnika 1 natomiast nacisk zwiększała „Hrvatska”, która ponownie była bliska trafienia, gdyż w pierwszej fazie fatalnie zachował się Korżyński, dając się wyminąć jak w podstawówce na lekcji wf-u.
Po 25. minucie na szczęście inicjatywę znów przejęli nasi, którzy okupowali bramkę rywali i zdołali wywalczyć dwa rzuty rożne. Cztery minuty później po raz pierwszy sędzia tego meczu wyciągnął żółty kartonik, który obejrzał jeden z zawodników chorwackich. Co jednak martwiło, to wynik w drugim starciu, bo tam Irlandia jedynie podwyższyła prowadzenie. W minucie 33. Biało-Czerwonych od utraty gola uratowała poprzeczka, a po chwili, gdy Polacy ruszyli z kontrą, ostro powstrzymał to jeden z reprezentantów Granatowo-Czerwono-Białych. W 38. minucie jednak udało się dopiąć swego. Najpierw słupek obił Płocica, ale dobitka Buchty znalazła drogę do siatki. Nasi rodacy nie zamierzali na tym poprzestać i rozpoczęli starania o podwyższenie wyniku. To udało się Irlandczykom, którzy wygrywali już 4:0 i to oni w tamtej chwili znajdowali się na 1. miejscu w grupie. Wracając na murawę w Opolu trzeba oddać, że po bramce, aż do minuty 43. Chorwaci ani razu nie wyszli na połowę naszych reprezentantów (!). Dopiero w doliczonym czasie gry pierwszej odsłony ekipa z południowej Europy zyskała okazję strzelecką, ale Bochniarz po raz kolejny zdołał skutecznie interweniować i do szatni obie drużyny schodziły przy prowadzeniu gospodarzy 1:0.
Na wstępie drugiego aktu obraz gry zasadniczo się nie zmienił – to Polacy próbowali trafić na 2:0, a Chorwaci znów nie radzili sobie z wyjściem z własnej połowy boiska. W 53. ponownie byli blisko, ale dośrodkowanie zostało przeciągnięte i znajdujący się po drugiej stronie Zachary Zalewski zdołał wywalczyć tylko rzut rożny. Dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej części meczu dobry strzał oddał właśnie Zalewski, ale strzał poleciał nas poprzeczką. Polacy dawali z siebie wszystko, ale tego dnia awans nie był zależny tylko od nich, a o promocję na turniej główny walczyła również Irlandia, która w tejże minucie swojego starcia wygrywała już 5:0. Podopieczni trenera Kobiereckiego nie zamierzali jednak odstawiać nogi i w 58. minucie znów oddali solidne uderzenie, które obiło obramowanie bramki. Nie można było nie spoglądać na to, co dzieje się w Brzegu, gdzie zawodnicy z Wysp Brytyjskich bawili się w najlepsze i na pół godziny przed końcowym gwizdkiem prowadzili już 6:0. Szanse Polski na awans były więc już w zasadzie żadne, natomiast każdy walczył o to, by turniej zakończyć triumfem. Tuż przed 70. minutą Chorwaci byli już tuż-tuż od wyrównania, na szczęście futbolówka minimalnie minęła światło bramki. Dwie minuty później bardzo głupio zachował się kapitan, Cecuła, który faulował na granicy kartonika koloru czerwonego. Niestety po chwili stało się to, czego każdy się obawiał. Po rzucie wolnym piłka wtoczyła się za linię i wśród Chorwatów zapanowała euforia. Bowiem bramka Jakova Dedicia dawała na ten moment awans właśnie tej drużynie.
Końcówka była już typową wymianą ciosów, ale właściwie nikomu nie zależało specjalnie na kolejnym golu. Finalnie po ostatnim gwizdku wybuchła radość w ekipie Chorwacji, gdyż to właśnie ten zespół zameldował się tym samym w turnieju głównym mistrzostw Europy do lat 17.
Kończąc wątek tego wydarzenia, dodamy, iż było to pierwsze spotkanie na Itaka Arena rozgrywane pod egidą UEFA oraz czwarty mecz reprezentacji narodowych relacjonowany przez naszą redakcję.

Kwalifikacje do mistrzostw Europy U17
Polska U17 – Chorwacja U17 (1:1)
38′ Buchta – 73′ Dedić
