Niemoc niesie za sobą konsekwencje. Podsumowanie meczu z Polonią Bytom
Niestety, po pięknej serii sześciu spotkań bez porażki, przyszła pora na kapitulację. Spotkanie z Polonią Bytom było zgoła odmienne i nie było żadnych wątpliwości, iż goście na komplet punktów zasłużyli.
Mecz od początku przebiegał pod dyktando przyjezdnych. Bytomianie zastosowali wysoki pressing, z którym nasza defensywa sobie nie radziła. Już w pierwszych minutach od straty bramki Opolan uratował Artur Haluch, który interweniował… poza szesnastką. To tylko potwierdza fakt, iż obrona Odry tego dnia grała naprawdę poniżej średniej. Piroch, Chrzanowski czy Kendzia nie potrafili skutecznie wyprowadzić akcji i bili piłki na oślep do przodu, o ile nie utracili futbolówki wcześniej, we własnej tercji boiska.
Jakości brakowało również z przodu. W pierwszej połowie w zasadzie jedynie strzał Szymon Mida z około 20 metrów miało potencjał, ale golkiper Polonii nie miał z nim większych problemów. Z kolei goście za sprawą czy to Kwiatkowskiego czy Apolinarskiego sprawiali trudności. Łącznie na bramkę Halucha zostało oddane osiem strzałów w pierwszej odsłonie rywalizacji. Wszystko jednak wskazywało, że Odra Opole dociągnie przynajmniej do bezbramkowego remisu.
Niestety druga połowa nie była już taka łaskawa. W 62. minucie, po zamieszaniu w polu karnym, piłka trafiła do Oliwiera Kwiatkowskiego, który z odległości około 10 metrów wpakował piłkę do siatki i „Królowa Śląska” objęła prowadzenie. I, co najważniejsze, poszła za ciosem. Już osiem minut później zrobiło się 2:0 (gol Apolinarskiego), a w ostatnich 10 minutach drżeliśmy z obawy o potencjalny rzut karny dla rywali. Krótko mówiąc, minimalistyczna gra Opolan w końcu pociągnęła za sobą konsekwencje, bo znalazł się zespół, który to wykorzystał. Boli również to, iż po raz kolejny w bieżącej kampanii przegrywamy mecz z drużyną, która akurat notuje fatalny okres (wcześniej były to Znicz Pruszków i dwukrotnie Stal Mielec).
Odra zyskuje więc miano Robin Hooda 1. ligi i choć różnice punktowe nadal są niewielkie, to na cztery kolejki przed końcem ciężko już myśleć o barażach, a podopieczni Piotra Plewni realnie powalczą o pozycje 10.-12.
